Forum Saphira.fora.pl Strona Główna  
 FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 [NZ] Opowidanie by MP Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiekTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Autor Wiadomość
Mourderous Prision
...:User:...



Dołączył: 06 Lis 2007
Posty: 24 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 8:55, 17 Sty 2008 Powrót do góry

Narazie bezimienne opowidanie. komentarze mile widziane, nawet te niepochlebne.


Epilog

Huk i grzmot. Błyskawica przecięła niebo, po niej następna i jeszcze jedna. Zbyt szybko, zbyt nagle. Ziemia pod stopami poruszyła się, rozstąpiła pochłaniając wielu nieszczęśników, którzy nie zdołali uciec. Nikt nie miał szans. Nawet zmienno kształtni. Budynki waliły się niczym domki z kart, wieczny ogień trawił wszystko. W ziemię u stóp przerażonych ludzi trafił piorun. Cały świat się sypał. Świat zmienno kształtnych.
- Rachel! – wołanie z ciemności.
- Gdzie..? – niknący głos. – Mamo, gdzie?
- Rachel! – ponowny krzyk zagłuszany przez przeraźliwy zgiełk.
- Mamo, gdzie jesteś!
- Uciekaj!
Kilkunastoletni chłopiec o ciemnych włosach związanych w żołnierski kucyk, o pięknych, prawie czarnych oczach i wąskich ustach ubrany w lnianą tunikę i miękkie, skórzane spodnie mimo krzyków i protestów zawrócił do matki, próbował przebić się przez ścianę ludzi. Nie miał cienia szansy. Zapanował straszny chaos i popłoch. Rzeka ludzi popchnęła chłopca dalej.
- Rachel, uciekaj... – słaby głos zagłuszony kolejnym grzmotem błyskawicy. Chłopiec skoczył w kierunku głosu.
- Mamo... – zawył. Nagle ktoś szarpnął nim silnie. Usłyszał śmiech. Krzyknął, krótko, histerycznie. Przed sobą ujrzał wysokiego mężczyznę na koniu odzianego w lśniącą, srebrną zbroję wysadzaną w kilku miejscach szlachetnymi kamieniami i przetykaną gdzie niegdzie cenniejszą stalą. Wojownik trzymał w ręku obnażony sztylet.
- Proszę, proszę. – odpowiedział mu drwiący głos. – A jednak ci... ludzie mieli dzieci. – roześmiał się drwiąco i mocno potrząsnął chłopcem. Niebo przecięła kolejna błyskawica. – No bachorze, masz szczęście. Może uda ci się z tego wyjść chociaż po części cało.
Chłopiec wił się bezsilnie w uścisku mężczyzny. W szparze hełmu zabłyszczały jadowicie zielone oczy. Nagle w ziemie tuż obok konia uderzyła błyskawica. Zwierzę spłoszyło się i pognało na zatracenie przed siebie. Mężczyzna zachwiał się w siodle i puścił chłopca. Przylgnął płasko do szyi konia. Rachel krzyknął i upadł na ziemię. Drżącymi palcami wymacał rękojeść sztyletu. Ujął go niepewną ręką. Srebrna klinga zabłyszczała krwiście w świetle pożarnej łuny. Chłopiec patrzył jak zahipnotyzowany w sztylet. Podniósł głowę i rozglądnął się niepewnie po do niedawna okazałej osadzie. Nie zostało z niej nic. Pogrom nadal trwał. Ludzie biegli zrujnowaną uliczką między resztkami dogasających domów. To co wcześniej wydawało mu się straszne teraz przywodziło na myśl scenę z tak często oglądanych przez niego rycin. Chmura dymu, kłębowisko ciał, groźne postacie na rosłych rumakach z obnażoną bronią i ogólny popłoch. Wszystko co chwilę temu było takie przerażające teraz nie wzbudzało już nic. Ot, kilkanaście zrujnowanych domów ze spaloną strzechą, dogasający ogień na dachach spichlerzy, ogólny zamęt i chaos. Tak dużo, a przecież tak niewiele. W wątłym świetle pożaru dało się zauważyć nieliczne ciała. Prawie wszystkie należały do najeźdźców. Kto jak kto ale zmienno kształtni potrafili się bronić. Uczeni od dziecka władania mieczem, jazdy konnej i strzelania z łuku. Ile razy sam przeprowadzał wyimaginowany pojedynek z jednym ze swoich braci? Albo wyruszał na polowanie uzbrojony tylko w łuk? Przecież był tylko dzieckiem, a jednak umiał tak wiele. Co prawda wiele brakowało lekkości i płynności jego cięciom. Dodatkowo był obdarzony pradawną magią. Tę zdolność odkryto u niego stosunkowo wcześnie. Nieraz słyszał, że jest dziwnym dzieckiem, że ma dziwne zdolności. Och, ile razy słyszał od opiekunek słowa, które powinny obrażać, a przecież go tak bardzo pokrzepiały. Słowa wypowiadane z pogardą godną samego króla „To dziecko jest dziwne”, „Och! Zobaczcie jak patrzy bezmyślnie w sufit! Może jest chory?” i wiele innych obelg w prowadzonych przez nie rozmowach. Nie przejmował się tym. Mamki zawsze upodabniał do gdaczących kwok siedzących na grzędach i wykłócających się o lepsze miejsce. Nadają się tylko do jednego: rodzenia dzieci, wychowywania ich i dbania o dom, ot co!
Gwałtowny huk rozrywanego na kawałki domu wytrącił go z zamyślenia.
- Uciekaj! – ktoś ryknął za jego plecami. Spojrzał na dom, który znajdował się tuż przed nim. Stanął osłupiały. Przed nim piętrzyła się wysoka ściana lasu. A przecież mógłby przysiąc, że chwilę temu stał tu dom, piękny i okazały dom. Nie marna chatka, w której się wychowywał tyle czasu. Nie rudera z jedną izbą, w której spał z matką i czwórką rodzeństwa, z siennikami zamiast wygodnych łóżek i paleniskiem, które stanowiło centrum chaty. Nie miał pojęcia jak jego matce udało ich się utrzymać. Razem z nim było ich sześcioro. Co prawda on w wieku czterech lat trafił do domu barona jako chłopiec stajenny i paź jego wybrednej córki.
Z zamyślenia wyrwał go wrzask.
- Uciekaj głupi szczeniaku! Uciekaj! Nie słyszysz? – wrzask i potok przekleństw. Rachel zadrżał gdy jakaś niewiarygodna siła odepchnęła go w stronę lasu. Uderzył całym ciałem w drzewo. Osunął się po nim. Jakaś silna ręka chwyciła go za kark i postawiła na nogi.
– Biegnij! – tym razem głos był łagodniejszy. Odbiegł kawałek i obejrzał się przez ramię. Za nim stała kobieta odziana w długi czarny płaszcz. Piękne włosy spływały kruczoczarną kaskadą na ramiona, jadowicie zielone oczy wbijały się w niego.
– Uciekaj chłopcze – powtórzyła. – Uciekaj.
Bez zastanowienia ruszył przed siebie. Raz po raz obijał się o biegnących ludzi. Nagle bez ostrzeżenia przed jego stopami wyrósł kamień. Nie zdążył nad nim przeskoczyć. Potknął się i legł na brzuchu z krótkim okrzykiem. Poczuł jak ktoś nadeptuje mu na rękę. Przerażony tłum biegł nie zważając na histeryczne krzyki chłopca. Zadepczą mnie na śmierć – przemknęło mu tylko przez myśl. Bez zastanowienia zasłonił głowę rękoma. Czekał aż zapadnie ostatni cios. Zacisnął powieki. Ktoś skoczył mu na plecy. Z ust wyrwał mu się ochrypły wrzask. Uniósł głowę, patrzył na wszystko zamglonymi oczyma. W ustach poczuł miedziany smak krwi. Próbował splunąć. Poczuł silny cios w głowę. Gwałtownie go zamroczyło, zęby zadzwoniły po gwałtownym spotkaniu ze zlodowaciałą ziemią. Jęknął i ostatkiem siły przytulił się do kamienia. Modlił się w duchu o przeżycie. Nie widział już nic. Przymknął oczy. Ogłuszający ryk wbijał się w uszy, palce zdrętwiały od nerwowego zaciskania dłoni na wypustce kamienia. Zaczął cały drżeć. Zarówno z zimna jak i ze strachu. Westchnął zrezygnowany i osunął się na ziemię. Teraz widział tylko ciemność. Otuliła go i zaćmiła obraz.
Coś gwałtownie wyrwało go ze stanu błogiej nieświadomości. Uchylił powiekę i spojrzał przed siebie.
- Pani, chyba się obudził – usłyszał. Po prawej stronie rozległ się dźwięk niewielkiego poruszenia i odgłos lekkich kroków. Podniósł głowę.
- Tss – usłyszał ten sam łagodny głos co w czasie pogromu. – Leż – cicha prośba.
- Nie chcę – wychrypiał i usiadł. Gwałtownie zakręciło mu się w głowie. Zachwiał się niebezpiecznie i podparł się ręką. Spojrzał w oczy kobiety.
- Wiem, że nie chcesz – uśmiechnęła się szeroko. – Ale chyba jednak musisz.
Potrząsnął przecząco głową. Kobieta wzruszyła ramionami.
- Jak wolisz. A tak ku gwoli ścisłości, masz jakieś imię?
- Tak pani – wykrztusił i odchrząknął. – Mam, Rachel.
- A to nie jest kobiece imię? – roześmiała się.
Rachel spochmurniał i wzruszył ramionami.
- Nie wiem – burknął. – Matka mi nadała imię, ja go nie wybierałem.
- Rozumiem – powiedziała kobieta. Nie przestawała się uśmiechać. Och! Ależ go to irytowało. Skrzywił się.
- A tobie, pani jak na imię? – zapytał z zadziornym błyskiem w oku.
- Dla ciebie wystarczy „pani” – odpowiedziała tajemniczo. Rachel potrząsnął głową.
- Mimo wszystko chciałbym wiedzieć. – naciskał.
Kobieta popatrzyła na niego jadowicie zielonymi oczyma.
„Linea” – przemknęło mu przez myśl.
- Pani! – krzyknął i spojrzał na nią ze strachem. Linea roześmiała się tylko.
- W twoich myślach można czytać jak w otwartej księdze – powiedziała szczerząc zęby w uśmiechu. Jakże nienawidził rumieńca oblewającego jego policzki. Odwrócił się w nadziei, że Linea tego nie zobaczyła. Dobiegł go jej szczery śmiech. A jednak! Widziała? Czy może raczej wyczuła to w jego umyśle? Spojrzał na nią z nieskrywaną złością.
- Czy musisz to robić? – zapytał nadąsany.
- Oczywiście, że nie. Ja nawet tego nie robię – odparła niczym nie zrażona. – Ty sam wciskasz się do mego umysłu narzucając mi twój wstyd, którego nie potrafisz ukryć, strach, a teraz nawet złość ponieważ wiem co myślisz.
Rachel pobladł w gniewie.
- Nauczysz mnie jak utrzymywać swój umysł za barierami – powiedział niezgrabnie. – No wiesz, żeby inni ludzie nie wiedzieli co myślę.
Kobieta roześmiała się ciepło.
- Twoje prośby przypominają mi prośby małego dziecka o misia, którego wciąż mu się odmawia przekładając go na coraz to wyższą półkę tak by dziecko nie mogło go dosięgnąć, a jednocześnie ciągle miało go na widoku – powiedziała z uśmiechem. – Ty jesteś takim dużym dzieckiem. Wyglądasz na, nie więcej niż piętnaście lat, umiesz posługiwać się mieczem, łukiem i, ach! Czyżby magią? – zapytała z błyskiem w oku.
- Tak pani. Nie wyczytałaś tego w mym umyśle? – powiedział zgryźliwie.
- Nie wszystko się da wyczytać – powiedziała chłodno. – Nie zadawaj mi takich pytań. To co wiem, a to czego nie wiem jest moją sprawą i tobie nic do tego.
Spojrzała mu w twarz. Sięgnęła po nożyce. Jednym ruchem ręki ścięła mu włosy tuż nad czołem. Chłopak krzyknął zaskoczony.
- Przestań – zganiła go ostro. – Przecież to nie bolało. Więc o co chodzi? Nawet nic nie poczułeś – uśmiechnęła się krzywo i zmierzyła jego twarz krytycznym wzrokiem. – Gdyby zmienić kolor oczu, rozjaśnić włosy, uwydatnić linię szczęki – mruczała do siebie. – Może by cię nikt nie poznał, chociaż – obróciła lekko głowę. - Poznaliby cię, na końcu świata by cię poznali.
Przyłożyła mu bez uprzedzenia dłoń do czoła, wymruczała coś cicho. Rachel spojrzał na nią przerażony i wywrócił oczyma. Zaczął drżeć jak w febrze, zacisnął szczęki próbując uciec za mury własnego umysłu przed wszechogarniającym bólem.
- Nic nie próbuj! – usłyszał głos w myślach, delikatny niczym muśnięcie wiatru. – nic nie próbuj, będzie dobrze.
Nie uwierzył. Wzniósł wyżej mur okalający jego umysł. Ból przybrał na sile.
- Nie chcę cię ranić! – usłyszał. – Opuść mury, będzie ci łatwiej.
Uciekł. Schował się głęboko pod głazami swej świadomości, zagrzebał się w nich uciekając od cierpienia, które promieniowało już nie tylko w jego ciele, ale też i niezwykle wyraźnie w umyśle. Zaszarpał bezsilnie głową, jakby to miało mu w czymś pomóc. Otworzył usta w bezgłośnym krzyku. Zwisł w rękach trzymających go ludzi. Dziwne. Nie przypominał sobie by ktokolwiek go dotykał prócz tej kobiety. Popatrzył na nią błagalnym wzrokiem. Na jej twarzy odbiło się echo jego bólu. Wywrócił błędnie oczami. Przemknął wzrokiem po twarzach zebranych ludzi. Po raz ostatni z jego krtani wydarł się ochrypły jęk. Spod zaciśniętych powiek popłynęły mu łzy. Zadrżał i zacisnął szczęki.
- Przepraszam... – usłyszał tylko. Zatracił się w nicość.


Ostatnio zmieniony przez Mourderous Prision dnia Czw 9:05, 17 Sty 2008, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Smoczy Jeździec
..::2nd League Shur'tugal::..
..::2nd League Shur'tugal::..



Dołączył: 10 Lut 2007
Posty: 73 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Daret (Sieradz)

PostWysłany: Czw 12:16, 17 Sty 2008 Powrót do góry

Najpierw błędy:
Co to jest "zmienno kształtny"? Chyba zmiennokształtny, ciapeńku.

Srebrna klinga zabłyszczała krwiście w świetle pożarnej łuny. - krwiście? Hmmm... krew jest czerwona i nie wydaje mi się, żeby od ognia się taka zrobiła. Swoją drogą nie znalazłem w słowniku "krwiście".

Kto jak kto ale zmienno kształtni potrafili się bronić. - nie tylko zmiennokształtni, brak przecinka przed ale.

To co wcześniej wydawało mu się straszne teraz przywodziło na myśl scenę z tak często oglądanych przez niego rycin. - nie mam pewności, ale chyba między to a co powinien być przecinek.

Uczeni od dziecka władania mieczem, jazdy konnej i strzelania z łuku - literówka: uczyli zamiast uczeni.

A tak ku gwoli ścisłości, masz jakieś imię? - literówka: woli zamiast gwoli.

Nie poszło źle, ale z błędami mogło być lepiej... 6,5/10 za błędy

A opowiadanie? Ma początek. A gdzie koniec? Wojna, pożar, ból i strach. A potem się budzi u pięknej, uśmiechniętej kobiety i zapomina o bitwie, nie pyta o jej los. Bo przecież ważniejsze jest wznoszenie barier przed tą niegrzeczną podglądaczkom do czyiś mózgów. To mnie zdziwiło :|...
Też trochę śmiesznie to brzmi. Początek: błyskawice, burza, wojna, bitwa.
Nieco potem: eee tam. Kilka domów, kilka trupów. Śmiesznie zmienia pogląd ten Rachel...
Czuć Dziedzictwo. Wiem, każdy przechodzi przez chorobę ściągania po innych. Ale te bariery w mózgu to jednoznaczny Eragon.
Opisy są, ale otoczenia. Nie czuję często odczuć bohaterów, choć nie zaprzeczę, że czasem się pojawiają.
Opowiadanie takie sobie. W niczym nie błyszczy, ale trzyma poziom. 5/10 daję, mam dziś dobry humor. W żadnym z elementów nie wyczułem czegoś extra, Twojego literackiego atutu, którym mógłbyś podbić czytelników. Ani we świecie przedstawionym, ani w opisach, dialogach. I to mnie martwi.
Pisz dalej, to dopiero epilog.
Pozdrawiam :)!
Zobacz profil autora
Katze
.::Murtagh's Guardian Angel::.(ExtraMod)
.::Murtagh's Guardian Angel::.(ExtraMod)



Dołączył: 18 Sty 2006
Posty: 4799 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: się biorą dzieci?

PostWysłany: Czw 14:48, 17 Sty 2008 Powrót do góry

Obiecuję, że wieczorem przyjrzę się Twojemu opowiadaniu. A teraz...
SJ, chwila, chwila, jesteś pewien, że zawsze słusznie kolegę poprawiasz? ;>
O klindze - jeśli czerwona łuna pożaru odbija się w czymś, to można powiedzieć, że nadaje to temu przedmiotowi czerwony kolor; a krwiście, owszem, nie ma w słowniku, ale taki neologizm jeszcze nie jest zły, w końcu służy podkreśleniu i emocjonalnemu nacechowaniu epitetu; ale żeby zadość uczynić słownikom, proponuję klingę o krwistoczerwonym blasku.
Co jest złego w uczeni? W żadnym razie uczyli - to była strona bierna, nie czynna. ;>
Byli pozostaje w domyśle, więc uczeni sth, sth - jak najbardziej.
Gwoli to literówka? Powiedz mi, jaki w takim razie w ogóle sens miałoby wyrażenie ku woli ścisłości? Taki zwrot nie istnieje.
Gwoli to przyimek tworzący z rzeczownikami w dopełniaczu lub celowniku wyrażenia oznaczające ze względu na coś, z powodu czegoś, względem czegoś, dla czegoś. Ale ku gwoli również nie istnieje. ;>

Moje własne spostrzeżenia zachowam na później, cierpliwości. ;>
Zobacz profil autora
Rosye
..::HighGuru Shur'tugal::.. (ExtraMod)
..::HighGuru Shur'tugal::.. (ExtraMod)



Dołączył: 30 Gru 2005
Posty: 1556 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: www.rosulztosi.mylog.pl

PostWysłany: Czw 15:20, 17 Sty 2008 Powrót do góry

Katze napisał:

Gwoli to przyimek tworzący z rzeczownikami w dopełniaczu lub celowniku wyrażenia oznaczające ze względu na coś, z powodu czegoś, względem czegoś, dla czegoś. Ale ku gwoli również nie istnieje. ;>

O_O Kiciu... Kiciu... Z polski za pan brat, ale w TYM stopniu?!

Jeej... :maniak:
Zobacz profil autora
Mourderous Prision
...:User:...



Dołączył: 06 Lis 2007
Posty: 24 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 8:10, 18 Sty 2008 Powrót do góry

Sj, a kto powiedział, że to jest koniec o_O? Przeciez to tylko Epilog jak sam tytuł wskazuje. Akurat blokowania nie brałam z "Dziedzictwa", a ze "Skrytobójcy". A w tym zdaniu:

Uczeni od dziecka władania mieczem, jazdy konnej i strzelania z łuku.

Uczeni bo oni byli uczeni, a nie uczyli. Rozumiesz teraz?

Aha, Katze. To ku gwoli ścisłości istnieje czy nie? Bo zaprzeczyłaś w ostatnim zdaniu samej sobie i się pogubiłam :D.

Dziękuję za komentarze i oceny.


Ostatnio zmieniony przez Mourderous Prision dnia Pią 12:53, 18 Sty 2008, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Lukaesan
..::Hyper Shur'tugal::..
..::Hyper Shur'tugal::..



Dołączył: 03 Lip 2006
Posty: 1647 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Okinawa

PostWysłany: Pią 12:59, 18 Sty 2008 Powrót do góry

Naprawdę mi się podobało. Nie natrafiłem na rażące błędy, zdania są sklecone zgrabnie, zaś dzięki prologowi zaczynam się niecierpliwic na ciąg dalszy. Oby tak dalej ;)
Zobacz profil autora
Alveaner
..::Guru Shur'tugal::.. (Mod)
..::Guru Shur'tugal::.. (Mod)



Dołączył: 06 Lut 2006
Posty: 1999 Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ul. 665 - sąsiad Szatana

PostWysłany: Pią 13:02, 18 Sty 2008 Powrót do góry

Cytat:
Sj, a kto powiedział, że to jest koniec o_O? Przeciez to tylko Epilog jak sam tytuł wskazuje.

Nie wiedziałam, że teraz zaczyna się opowiadanie od końca, cóż, widać jestem bardzo nienowoczesna. Chyba, że Ci się to skarbeczku pomyliło z prologiem.
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiekTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)